Mount Everest. Konflikt bohaterów.

Mount Everest. Konflikt bohaterów.

Everest 1996. Pomimo że od seansu minęły już dwa lata, nadal pamiętam wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas oglądania tego filmu. Pamiętam, jak na napisach końcowych zalewałam się łzami. Na szczęście, pod okularami nikt nie widział mojego emocjonalnego rozchwiania. Nigdy wcześniej ani później, żaden film nie wywołał we mnie takiej rozpaczy. Pamiętam, że gdy wyszłam z kina, odechciało mi się żyć i ta chandra trwała jeszcze przez kilka następnych dni. Choć kilkudniowa depresja się skończyła, to historia z filmu nie dawała mi spokoju. Ekspedycja z 1996 roku wierciła mi mocno dziurę w głowie. Tak już mam, że lubię poznawać i analizować dobre historie, od każdej możliwej strony. Nawet jeżeli temat jest mi kompletnie obcy. Przewertowałam wszystkie dokumenty, analizy naukowców, filmy, opinie i wsiąkłam.

Everest opowiada historię ludzi, którzy pod przewodnictwem doświadczonego himalaisty Roba Halla wyruszają w podróż, by zdobyć największą górę świata Mount Everest. Od momentu, gdy Edmund Hillary zdobył szczyt Everestu, jako pierwszy człowiek na świecie, minęło trochę czasu, a komercyjne ekspedycje amatorów nikogo już nie dziwią. Góra nadal jest dzika i nieobliczalna, jednak dostęp do niej jest dużo łatwiejszy, wystarczy posiadać grubą kasę w portfelu. Reżyser Baltasar Kormákur postawił na powolną narrację tej historii. Pozwala nam poprzez ten zabieg na zapoznanie się z poszczególnymi bohaterami. Możemy sobie wyrobić opinię na ich temat, polubić ich lub nie. Dostajemy także garść istotnych informacji o tym, jakie zasady panują podczas wspinaczki wysokogórskiej. Garść nie brzmi zbyt profesjonalnie, ale dla zwykłego laika, który pojęcie o górach ma znikome, w zupełności wystarczy. Poznajemy powody, dla których Ci konkretni ludzie postanowili porzucić swoje bezpieczne życie i wyruszyli w podróż, gdzie nikt nie może zagwarantować im ani zwycięstwa, ani przeżycia.

Gdy ze spokojem przyglądamy się bohaterom na ekranie, wszystko wydaje się mieć idealny przebieg. Są doskonale przygotowani, większość z nich ma na koncie zdobyte szczyty. Od strony organizatorskiej też nic nie zwiastuje, że będzie to jedna z najtragiczniejszych w historii wypraw na Mount Everest. Jednak wraz z nadejściem dnia ataku szczytowego zaczyna być naprawdę przerażająco. Reżyser karmi nas pięknymi krajobrazami, dostraja to wszystko doskonałą muzyką, by za dosłownie moment doszczętnie rozwalić widza na łopatki. Zaczyna być coraz zimniej i nagle czuje się taką niemoc, którą trudno opisać i zrozumieć. Jeżeli sobie uświadomimy, że ta opowieść wydarzyła się naprawdę, to odczucie jeszcze mocniej się pogłębia. Baltasar Kormákur opowiedział to doskonale.

Aktorsko też jest naprawdę dobrze. Jason Clarke jako Rob Hall wypadł świetnie. Widzowie są zgodni, że nikt lepiej nie zagrałby tej postaci. Jest zjawiskowy, od początku do końca i nadaje realności tej tragicznej narracji. Aż trudno momentami uwierzyć, że to tylko gra aktorska. Dodatkowo Jake Gyllenhaal. Choć jego postać występuje na ekranie w mniejszej częstotliwości, to ze swoim nieodpartym urokiem osobistym kradnie całą uwagę, gdy tylko się pojawia. Pytanie, czy jest taki film, w którym tego nie robi? To bardzo utalentowany aktor. Świetnie wpisał się w postać Scotta Fischera. Szefa konkurencyjnej ekspedycji. Totalnie zdobył moją sympatię i było mi ciężko na sercu, gdy oglądałam jego zmagania w drodze na szczyt.

Było mi mało. To niezwykle przejmująca historia. 15 wspinaczy ginie podczas próby zdobycia Everestu. Niektórzy osiągają swój cel, niektórzy giną jeszcze w drodze. Jak przy każdej takiej katastrofie, nasuwa się pytanie, kto zawinił? Czy można było temu zapobiec? Amerykański pisarz i dziennikarz, a przede wszystkim uczestnik tej ekspedycji Jon Krakauer próbuje odpowiedzieć na to pytanie w swojej książce „Wszystko za Everest”. Skubany ma talent. Opisuje tę historię z własnej perspektywy, nie kryjąc przy tym krytyki dla całego przedsięwzięcia. Gdy film wydawał mi się niesamowicie emocjonalny i ciężki, tak ta książka przerasta te wrażenia dwa razy mocniej. Cały czas odkłada się ją na bok, mówiąc sobie w głowie, że już więcej nie chce się wiedzieć. Jednak ciekawość jest tak silna, że ciągle się do niej wraca.

Jon Krakauer swą opowieścią bardzo absorbuje, sprawia, że trudno nam się skupić na czymkolwiek innym. Gdy opisuje punkt kulminacyjny tej wyprawy, głowa eksploduje. Książka jest bardzo szczegółowa, malownicza i emocjonalna. Ukazuje także prawdę o filmowej wersji. Kilka faktów się nie zgadza. Cóż, w tym wypadku wygrało widowisko. Jednak szczególnie powinna Was zainteresować historia Becka Weathersa. Jego historia w filmie opisana jest mocno niespójnie, a w rzeczywistości ten człowiek przeżył niezły kocioł. Bardzo teraz rwę sobie włosy z głowy, że nie mogę Wam opowiedzieć wszystkich szczegółów i różnic, ale liczę, że część z Was zainteresuje się tematem i sięgnie po film, a potem po książkę, a potem po kolejną książkę.

Jon Krakauer to naprawdę świetny pisarz i byłoby idealnie, gdyby tylko nie użył swojej książki jako ataku na jednego z przewodników konkurencyjnej ekspedycji, którą kierował Scott Fisher. Mowa o rosyjskim himalaiście Anatolijim Bukriejewie. Wniosek sam może się nasuwać, skąd atak akurat na tego osobnika. Nie ulegajmy jednak sile sugestii, analizujmy same fakty. Anatoli Bukriejew to doświadczony wspinacz, niezwykle zdolny i oddany górom. Oddany także Scottowi Fisherowi. Oboje wyznawali podobną filozofię względem gór, jeśli nie jesteś zdolny się wspinać, nie rób tego, nikt tego za Ciebie nie zrobi. To góra ma zawsze ostatnie słowo, ona decyduje. Bukriejew, pomimo iż z wykształcenia był fizykiem, to góry były jego pracą, którą traktował z należytym szacunkiem.

Szczerze mówiąc, nie odczuwam w górach strachu. Wręcz przeciwnie… czuję, że moje ramiona się prostują, wyciągają, jak u ptaka, który rozpościera skrzydła. Czerpię przyjemność z danej mi wolności i wysokości. Dopiero wtedy, gdy wracam do życia w dole, zaczyna mi doskwierać ciężar świata.

Anatolij Bukriejew

(z książki Wspinaczka)

Zasadniczo wspinanie się bez tlenu budzi wielkie kontrowersje w środowisku himalaistów oraz lekarzy. Jedni uważają, że to głupota wspinać się bez aparatury tlenowej, drudzy zaś uważają, że jest to możliwe i chętne korzystają z tej opcji. Jednak decydują się na to jedynie doświadczeni himalaiści. Anatoli Bukriejew zdobywał szczyty bez tlenu od początku swojej kariery. Rob Hall mówił do swoich podopiecznych, że przebywanie na takich wysokościach, na których się znajdą, zdobywając szczyt, to powolne umieranie. Tzw. strefa śmierci. Sęk w tym, by w odpowiednim czasie dotrzeć na szczyt, ale także, co jeszcze ważniejsze w odpowiednim momencie wrócić do obozu. Aklimatyzacja i czas jest kluczowy. Aparatura tlenowa wspomaga wspinaczy podczas ataku. Pozwala im na swobodniejsze oddychanie, co przekłada się na mniejsze ryzyko zachorowania na chorobę wysokogórską.

Obaj autorzy książek są zgodni co do tego, iż organizacyjnie ta ekspedycja kulała, wiele istotnych faktów nie zostało dopilnowanych. Normy nie zostały spełnione, czas także został przekroczony. Jednak Krakauer głównie zarzuca Anatoliemu, że ten będąc przewodnikiem, powinien wspomagać się tlenem. Anatoli Bukriejew odpowiedział Krakauerowi na te zarzuty w swojej książce pt. Wspinaczka. Uważał on, iż zna doskonale swój organizm i wie, jak zachowuje się on na tak dużych wysokościach. Podpierając się opiniami specjalistów, uznał, iż używanie tlenu przez kogoś, kto nigdy tego nie robi, jest ogromnym ryzykiem. W sytuacji, gdyby tlen w butli się skończył. Jego organizm mógłby bardzo źle zareagować. Uważał, że dużo lepiej poradzi sobie w razie jakiegoś zagrożenia, bez dodatkowego wspomagania.

Anatoli Bukriejew został oskarżony o nieodpowiedzialność. Jednak po jego stronie przemawia fakt, że jako jedyny, próbował ratować uwięzionych w burzy śnieżnej członków ekspedycji. Pomimo tragicznej pogody, wyruszał z obozu wielokrotnie, w poszukiwaniu zaginionych osób, ryzykując przy tym własnym życiem. Anatoli Bukriejew nie robił nigdy z siebie wielkiego bohatera, nie szukał poklasku. Ta wyprawa nie była dla niego drzwiami do wielkiej kariery. Nie chełpił się swoim wyczynem. Uważał to za oczywistość i obowiązek. Z ekspedycji, na której był zatrudniony, nie licząc także innych przewodników, nie udało mu się uratować tylko jednej osoby. Reszta klientów zawdzięcza mu życie.

Jego książka to odpowiedź na zarzuty Krakauera. To nie jest przepiękna, malownicza opowieść. To twarde, napisane prostym językiem sprawozdanie zawodowego wspinacza. Choć książka jest przepełniona bólem, to jednak autor skupił się głównie na faktach, które pomogą zrozumieć nam co, stało się tam na górze. Krakauer niby rozlicza się ze swoich grzechów w książce, jak twierdzi, z wielu zachowań nie jest dumny. Jednak niezrozumiałym faktem dla mnie jest, dlaczego Jon Krakauer zadał sobie tyle trudu, by oskarżać kazachstańskiego wspinacza o brak odpowiedzialności, gdy ten tak naprawdę był bohaterem. Jego stronniczość i jakaś niezrozumiała wrogość budzi we mnie wątpliwość. Książka, która została napisana w przepiękny sposób, traci na autentyczności. Pomimo pewnie wielu słusznych zarzutów, które Krakauer kieruje do organizatorów, jego opinia na temat Bukriejewa wydaje mi się być niesłuszna. Szczęśliwym faktem jednak jest, że pomimo sławy pisarza Johna Krakauera, Anatoli w środowisku himalaistów jest niezaprzeczalnym bohaterem, a jego opinia w żaden sposób wśród nich nie została zachwiana.

Strasznie trudnym zdaniem okazało się, opisywanie tej historii, bez możliwości użycia wielu niesamowitych faktów. Jednak na uwadze mam osoby, które z pewnością będą zainteresowane pogłębieniem wiedzy na temat ekspedycji z 1996 roku. Nie jestem też żadnym ekspertem i to trzeba sobie powiedzieć otwarcie. Przed obejrzeniem filmu pojęcie o Evereście miałam żadne, a moja opinia jest w pełni subiektywna. Nie opiszę tutaj szczegółów ekspedycji, nawet gdybym chciała. Jednak ta historia obudziła we mnie niesamowitą ciekawość i miłość do literatury wspinaczkowej. Polecam się z nią zapoznać, potrafi trzymać w napięciu niczym najlepszy kryminał. Jeśli dotarliście aż tutaj, to gratuluję! Mam nadzieję, że poczuliście się zainteresowani!

Polecam:

źródło zdjęć: www.filmweb.pl, zieloniwpodrozy.pl, outsideonline.com

Lista książek na majówkę

Lista książek na majówkę

Wiosna nie rozpieszcza. Majówka się zbliża, a pogoda ma się poprawić ponoć dopiero w niedzielę. Ciekawa jestem, jak będziecie się ratować, podczas deszczowej aury? Ja do zestawu parasolki i kaloszy dorzucam Wam ten wpis. Jest to lista książek, które mam zamiar przeczytać przez najbliższe kilka dni. Jest to lista 4 pozycji, których jeszcze nie czytałam, więc nie są to recenzje. Są to raczej moje osobiste powody, które przekonały mnie do wyboru akurat tych książek. Może ktoś z Was też je akurat będzie czytał, a może już czytaliście i napiszecie mi coś więcej na ich temat? Śmiało, bardzo jestem ciekawa Waszych opinii. Każda książka z listy zostanie w późniejszym czasie zrecenzowana przeze mnie w osobnych wpisach. Koniecznie też napiszcie, co znajduje się na Waszej czytelniczej liście na majówkę!

Pachnidło. Patrick Süskind

Nie wiem do końca, co pcha mnie do tej książki. Chyba taka moja wewnętrzna przekora. Nie przepadam za Francją, w żadnej epoce, a przecież tam dzieje się cała akcja. Jest jednak coś. Mrok, samotność i alienacja głównego bohatera zdają mi się mocno interesujące. Mam jeszcze jedno dziwactwo, mianowicie bardzo lubię czytać książki po obejrzeniu filmu. Czyli zupełnie odwrotnie niż większość ludzi. Bardzo mnie zawsze interesuje, w jaki sposób twórca filmu zinterpretował lekturę. Co uznał za ciekawe, co pominął, jak zobrazował dane sceny, dobrał aktorów itd. Cała ta interpretacja sprawia mi niemałą frajdę. Nawet jeżeli film nie należy do moich ulubionych. Tak też jest z Pachnidłem. Film widziałam dwukrotnie i nie robił na mnie specjalnie dobrego wrażenia. Oczywiście budził we mnie totalne obrzydzenie, czyli chyba taki zamysł miał twórca. Więc to ciekawość pcha mnie do tej lektury. Czy autor naprawdę potrafi doskonale zobrazować aromaty poprzez słowa? Czy główny bohater Jan Baptysta Grenouille naprawdę tak przeraża, czy może jego niezwykły talent budzi skryty podziw? Ciekawa jestem jak niemiecki autor Patrick Süskind zbudował tę postać, czy w filmie jest ona, chociaż minimalnie podobna do pierwowzoru? Przekonajmy się.

Prom do Puttgarden. Helle Helle

W przypadku tej książki są dwa czynniki, które sprawiają, że jestem jej bardzo ciekawa. Po pierwsze, jest to literatura skandynawska. Czyli to, co lubię najbardziej. Jeśli chodzi o twórczość Skandynawów, to są oni bardzo podobni do pogody u nich panującej. Ich emocjonalna aura wydaje mi się zawsze taka chłodna i oszczędna, jeśli chodzi o uczucia. To mnie zawsze mocno intryguje. Mam wrażenie, że nostalgia jest trochę moim bliskim sprzymierzeńcem. Jeśli miałabym się przeprowadzić do innego kraju, na pewno wybrałabym Skandynawię. Ich klimat maluje się w szarych kolorach, jednak jest w nich jakiś rodzaj wesołości. Ta proporcja jest mi bliska. Drugim czynnikiem, jest fakt, że dostałam tę lekturę w prezencie od mojej kuzynki, która jest kompletnym wariatem w dziedzinie książek. Jednak też przyznać się muszę, że dostałam ją już dawno temu, ale do tej pory nie miałam okazji się za nią zabrać. Ostatnimi czasy mocno wkręciłam się w literaturę wspinaczkową i trudno mi się od niej oderwać. Jednak ufam mojej kuzynce, jeśli chodzi o gust książkowy, więc na pewno warto sięgnąć po tę pozycję. Pogoda za oknem wręcz zmusza do tego wyboru. Według czytelników to kobieca literatura, trochę psychologiczna. Nie chodzi tu o wielce rozbudowaną, zawiłą fabułę, a o analizę głównej bohaterki, która zmusza do refleksji.

Barbie i Ruth. Robin Gerber

Natknęłam się na recenzję tej książki parę dni temu, na jakimś literackim blogu. Nie mogłam odnaleźć w historii przeglądarki, co to był za blog, więc jeśli ponownie na niego trafię, na pewno dopiszę Wam link. Recenzja była dobra, w innym przypadku nie skusiłabym się za nic na tę lekturę. Moja pierwsza reakcja po zobaczeniu okładki brzmiała „O matko, Barbie, uciekajmy!” Nie dlatego że w dzieciństwie nie lubiłam lalek, bo było wręcz przeciwnie, ale dlatego, że nigdy nie zastanawiałam się, kto jest twórcą tej najsłynniejszej na cały świat lalki i pomysł czytania o Barbie mnie trochę przeraził. Dodatkowo podświadomie mogłam myśleć, że był to pewnie jakiś piekielnie bogaty mężczyzna, który mieszka w wielkim białym domu, z trzydziestoma sypialniami i pełną służbą. Przecież czasy zawojowane przez lalkę Barbie to czasy mężczyzn. To oni wiedli prym w świecie biznesu. Kobiety nie miały szans na karierę. Jest to jednak biografia Ruth Handler. Kobiety, która z niezwykłą siłą i determinacją próbowała wejść w męski świat, udowadniając, że kobiety też mogą sobie w nim świetnie radzić. Zaskakującym faktem jest to, że twórczyni lalki Barbie ma polskie korzenie! Mnie to wystarczy, bym została przekonana do przeczytania. Która z nas nie jest ciekawa, kim jest twórczyni lalek, które wszystkie kochałyśmy nad życie w dzieciństwie? Czy jest jakiś mocniejszy symbol popkultury niż Barbie?

Chata William Paul Young

Szukając jakichkolwiek informacji na temat tej pozycji, wiele osób pisze, że ta książka to pewnego rodzaju polecajka. Książka, która swoją tematyką troszeczkę odstrasza, wiele osób obawia się religijnej tematyki, ludzie boją się Boga, jeszcze by się do Niego przypadkiem przekonali, zrozumieli jakieś mechanizmy i co wtedy? Lepiej odłożyć i nie tykać. Jednak większość osób opowiada o niej w jakiś mistyczny sposób. Nie jest to ponoć żadna propagandowa lektura nawołująca do wiary, a historia człowieka, który zadaje takie same pytania, które my wielokrotnie sobie zadajemy, a także wpada w takie same zwątpienia jak my. To nie jest podręcznik, a fabuła. Także spokojnie. Jakiś rodzaj dobrej aury jest w tej książce, która sprawia, że ludzie przekazują ją sobie z rąk do rąk. Ja natknęłam się na nią w moim domu niechcący, kompletnie nie wiem, skąd się w nim wzięła i od kogo jest, ale lubię wierzyć, że nic nie nie jest przypadkiem, także jestem mocno zainteresowana, czy faktycznie jest taka, jak opisują ją czytelnicy. Może jest to jakiegoś rodzaju poradnik? Kto wie.

Lubimy czytać:

Kim był Jerzy Kukuczka? Wybitnym himalaistą czy egoistą?

Kim był Jerzy Kukuczka? Wybitnym himalaistą czy egoistą?

Człowiek o niezaprzeczalnie wybitnych osiągnięciach. Drugi człowiek na świecie, który zdobył Korony Himalajów i Karakorum. Wytyczył nowe szlaki. Jako pierwszy wspiął się zimą na Annapurnę, Dhaulagiri i Kanczendzongę. Na dwa ośmiotysięczniki wspiął się podczas jednej zimy. Jego droga na K2 nigdy nie została powtórzona. Kim był Jerzy Kukuczka? Wybitnym himalaistą czy egoistą?

Najlepsi mówią o nim, że był herosem. Wojciech Kurtyka, partner wspinaczkowy Jurka, wspominając go, mówi „Śmierć górska z tym człowiekiem tak nie pasowała, to był absurd zupełny. Są pewni ludzie, do których śmierć nie pasuje. W moim intuicyjnym odczuciu Jurek był właśnie taką osobą” Był bardzo silny fizycznie, a także psychicznie. Wielu osobom wydawał się niezniszczalny. Mawiał, że skoro góra jest opłacona, to musi być zrobiona. Zawsze miał apetyt na więcej. Wszystko, co trudniejsze wydawało mu się bardziej atrakcyjne. Z początku mawiano, że Jurek Kukuczka nie nadaje się na ośmiotysięczniki. Zawodził. Jednak szybko się zreflektował, zostawiając swoich kolegów w tyle. Ścigał się z Reinholdem Messnerem o miano pierwszego człowieka, który zdobędzie wszystkie ośmiotysięczniki. Messner wygrał ten wyścig. Pomimo to, mówi się, że Jurek Kukuczka był lepszy. Zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczniki w niecałe 8 lat. Wspinał się lepszym stylem, wytaczał nowe szlaki.

Bohater, ale czy dla wszystkich? W książce KUKUCZKA OPOWIEŚĆ O NAJSŁYNNIEJSZYM POLSKIM HIMALAIŚCIE Dariusza Kortko i Marcina Pietrawszkiego opisane są m.in. wspomnienia Andrzeja Machnika, alpinisty, który negatywnie wspomina Kukuczkę. Mówi o nim, że był bezwzględnym egoistą. Jest zły na niego. Opowiada, że Kukuczka nie angażował się w organizacje wypraw, przyjeżdżał na gotowe. Nie zakładał obozów. Po zdobyciu góry spakował plecak z Krzysztofem Wielickim i wrócił do kraju. Nie pomagał. Liczyło się dla niego tylko zdobycie szczytu. Według Machnika stał się zuchwały, gdy zdobył sławę. Koledzy gadali za plecami. Czy to tylko koleżeńska zazdrość? Przecież najwięksi himalaiści mówią o nim tylko w dobrym tonie. Najbliżsi wspominają go jako skromnego facetem ze śląska. Tadeusz Piotrowski napisał o nim „Z Jurkiem wspina mi się znakomicie. Jest doskonały w każdej sytuacji i bierze na siebie wszystkie roboty. Po raz pierwszy znalazłem się w górach w sytuacji, w której nie muszę być motorem napędowym i dawać z siebie wszystkiego” Podczas wspólnej wyprawy na górę K2, Piotrowski spadł. To kolejny partner Jurka, który zginął podczas wspólnej wyprawy. W środowisku wrzała dyskusja. Jak zachować się podczas zdobywania szczytu? Czy można zostawiać partnera w obliczu zagrożenia? Czy to egoizm, czy zdrowy rozsądek? Czy Jurek Kukuczka mógł zapobiec śmierci swoich kolegów? Wciąż powtarzał, że czuje się winny, lecz wspinał się dalej. Oswoił się ze śmiercią.

Ktoś, kto nie wspina się w wysokie góry, tego nie zrozumie. Skąd bierze się głód zdobywania tak niebezpiecznych szczytów? Dlaczego ten głód jest tak silny? Dlaczego na drugi plan schodzą ukochani, rodzina, dzieci. Skąd bierze się gotowość porzucenia najbliższych? Żona Jurka Kukuczki, Celina  z nostalgią wypowiada się na temat męża. Zawsze była świadoma, że nie jest w stanie wygrać z głodem górskich wypraw, nie próbowała mu tego odebrać. Godziła się na taki los. Nie ma żalu do nikogo, nie ma go do Jurka. Mówi o nim ciepło „Chciał udowodnić sobie, że może to zrobić. Innym nie musiał nic udowadniać, tylko sobie” Synowie znają go głównie z opowiadań i książek. Większość ich życia ojciec był na wyprawach. Wielokrotnie samotnie spędzał święta w górach. Z dala od rodziny. Czy nie jest to egoizm? Czy himalaizm w ogóle nie jest egoistycznym sportem? Himalaiści przekładają własne potrzeby nad swoich bliskich. Opuszczają ich na wiele miesięcy. Żyją w dwóch światach. Mawiają, że bez gór nie byliby sobą. Czy dla nich istnieje jakaś granica?

Jerzy Kukuczka marzył o południowej ścianie Lhotse od dawna. Gdy jego największemu rywalowi Mesnnerowi nie udało się jej zdobyć, Jurek Kuczka odebrał to jako wyzwanie. Choć nie przyznał, miał żal do Messnera, że ten nie zabrał go na swoją wyprawę. Podjął wyzwanie z Ryszardem Pawłowskim. To była jego ostatnia podróż. Wielki szok dla całego świata. Jak mógł zginąć nieśmiertelny Jerzy Kukuczka? Zawsze powtarzał, że wróci. Mówił, że to będzie jego ostatnia wyprawa. Czy wtedy naprawdę tak uważał? Czy byłby w stanie porzucić wspinaczkę? Od Lhotse rozpoczął swoją przygodę z Himalajami, tam ją też zakończył. Pozostał w górach na zawsze. Czy musiał sobie coś więcej udowadniać? Był drugim człowiekiem na świecie, który zdobył 14 ośmiotysięczników. Zgubił go niepohamowany głód adrenaliny czy egoizm? Czy jedno i drugie?

Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski w książce „KUKUCZKA OPOWIEŚĆ O NAJSŁYNNIEJSZYM POLSKIM HIMALAIŚCIE” próbują przybliżyć czytelnikowi jego sylwetkę. Zamieszczają w książce zapiski z prywatnego pamiętnika Jurka Kukuczki. Opowiadają, z jakim trudem wiązały się w czasach PRL-u wyprawy za granicę. Spisują nasze największe narodowe osiągnięcia w górach wysokich. To książka bez zbędnego zadęcia. Z humorem. Nie jest napisana w depresyjnym klimacie. Opowiada o normalnym gościu ze śląska, który uparcie dążył do spełnienia swoich marzeń. Ta książka ukazuje nam himalaistów jako zwykłych ludzi, którzy oprócz dziwnego hobby, są normalni, jak wszyscy. Tak i ta książka jest dla wszystkich. Dla tych, którzy znają historię Jerzego Kukuczki i polskiego himalaizmu, ale także dla zielonych laików…którzy nie mają pojęcia co i z czym się je. Może komuś z Was…ta książka przybliży odpowiedź na pytanie. Kim był Jerzy Kukuczka? Wybitnym himalaistą czy egoistą?

kukuczka-okladka

Kukuczka. Opowieść
o najsłynniejszym
polskim himalaiście

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Wydawnictwo: Agora SA

Instagram

  • Oszalaam Wataha wraca z nowym sezonem mam nadziej e ehellip
  • Zatrzymaam si na drugim tomie dawno temuniech mi kto wyjanihellip
  • Mnie mieszy leontheprofessional leonzawodowiec movie portman hahaha blogger cinema kinohellip
  • Jestem Monic a Wy kim jestecie?? monica friends series serialhellip
  • Jestem Krlow Elzbiet I  game civ civilization lovki nerdhellip
  • poezja popkultura kultura
  • Miego dnia koty!! goodmorning monday photo photography sky skyporn popkulturahellip
  • Marzy mi si taki kolor grunge juliaroberts grungegirl rock moviehellip

Facebook